Tylko ćśsiiiii…

Mam taką małą tajemnicę: lubię od czasu do czasu złapać porządne przeziębienie, ale takie, które prowadzi do kilkudniowego wypoczynku w łóżku a nie takie, które można przechodzić. Dzieje się tak nie dlatego, że nie idę do pracy albo, że ktoś poda mi kolację do łóżka i umyje za mnie naczynia. Bo to wcale nie musi być prawda, prawda?

Mogę czytać. Na legalu: leżę i czytam.

Bo jak się jest chorym i się leży, to nie ma się za dużo możliwości do pożytecznego spędzania czasu, jest się odrobinę… jakby… nieczynnym/ą.

I lecą książeczki, jedna za drugą. Pach, pach.

To jest najlepsze, co może być. Jak w szkole albo na studiach, kiedy nie było dzieci, tylu obowiązków, zależności, jak nie trzeba było każdej wolnej chwili wykorzystywać na poskładanie prania, zaplanowanie jutrzejszego obiadu, spakowania śmieci wysypujących się z kosza czy oczyszczenie lodówki z zapyziałych resztek, fu. To były czasy, gdy gotowałam obiad na 4 dni lub więcej i nie marudziłam sobie, że mam ochotę codziennie na coś innego, bo ten bigos już jemy od środy! To były czasy, kiedy sama decydowałam, czym i kim się zajmę po powrocie z uczelni lub pracy. To były czasy, kiedy mogłam oddawać się najbardziej ekscytującemu zajęciu pod słońcem: czytaniu.

Nie ma bowiem dla mnie nic bardziej ciekawego, wciągającego, podniecającego, pociągającego, ekscytującego, fascynującego, rozwijającego, wzbogacającego, poszerzającego horyzonty i pole wrażliwości, uczącego, obrazującego i towarzyskiego, uzależniającego niż aktywny kontakt wzrokowy ze słowem pisanym w postaci książki.

I chociaż zmienił się odrobinę kaliber literacki i treściowy obecnie preferowany przeze mnie, każda chwila wolna, nie wykorzystana na literaturę, to chwila bezpowrotnie stracona.

Moje ulubione naokoło-czytelnicze czynności to:

  • czytanie magazynu „Książki”, oraz innych materiałów zawierających artykuły i wywiady z pisarkami i pisarzami
  • robienie listy książek do wypożyczenia i przeczytania
  • wertowanie katalogów biblioteki i zamawianie pozycji
  • chodzenie po księgarniach, bibliotekach, antykwariatach po to by zorientować się co jest i co warto przeczytać (z powodu deficytu miejsca oraz pewnych ekologicznych względów, przestałam na jakiś czas kupować książki)
  • każdą przeczytaną książkę (od 1998 roku) zapisuję w zeszycie, który staram się przeglądać regularnie, dzięki temu pamiętam każdą okoliczność życiową, miejsce i sytuację, które działy się wokół książki (chłopaki, matura, śmierci, zajście w ciążę, urodzenie dziecka, inne mniej ważne), np. pozycja 241 to „Imperium słońca”, wrzesień 2006, praca w modnym sklepie.
  • wypisywanie najmocniej przemawiających do mnie fragmentów lub zdań z książek w specjalnym brulionie 1000 stron A4 (od 1999)

Jestem przeziębiona, mówiłam już?

🙂

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s